Kiedy już w Nowy Rok siadałem spać - w odróżnieniu od kładzenia się spać - w zimowej kurtce i ujemnej temperaturze w pomieszczeniu, wiedziałem, że jeżeli będę w pierwsze dni stycznia zdrowy, to przeziębienie mnie w tym roku ominą. Tak też było. Do czasu.
Miewam tak często, że kiedy w styczniu rozmawiam z przyjaciółmi o planach na ten rok, to nagle okazuje się, zupełnie zresztą niekontrolowanie, że jest już maj. Czas przyspieszył, ale nie ma się mu co dziwić, biorąc pod uwagę, że dziś zawsze wszystko jest na wczoraj.
Wychodziłem w tym roku wielokrotnie, nieczęsto natomiast wracając. Często gęsto, kiedy wybierałem się finalnie do domu, to lądowałem na samym środku dna butelki; jej wzburzone morza dezorientowały mnie, co do kierunku drogi.
Wychodziłem w tym roku rzadko, bo sytuacja sprawiła, że musiałem długo siedzieć w domu. Siedzenie w domu, to jedna z tych czynności, które na dłuższą metę są bardzo męczące.
I kiedy po tej całej eskapadzie pierwszych pięciu miesięcy, wreszcie zacumowałem na stancji, którą wynajmuje; kiedy wreszcie usiadłem i pozamulałem w domu; kiedy sytuacja ponownie zmusiła mnie do ulokowania się na parę dni w czterech ścianach - wtedy właśnie złapała mnie grypa.
To tyle z przesądów noworocznych.
PS
Co do wczorajszych wyborów, to zacytuje dość patetyczny fragment z Norwida:
Coraz to z Ciebie, jako z drzazgi smolnej
wokół lecą szmaty zapalone
Gorejąc nie wiesz, czy stawasz się wolny,
Czy to co Twoje ma być zatracone?
Czy popiół tylko zostanie i zamęt,
Co idzie w przepaść z burzą – czy zostanie
Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament,
Wiekuistego zwycięstwa zaranie!
poniedziałek, 11 maja 2015
niedziela, 26 kwietnia 2015
Klif
Pewien porządek musi jednak być. Jeżeli chcesz znaleźć się na
skraju dwóch porządków, to idziesz na klif. Z jednej strony morze/ocean, z
drugiej ląd. Więc jeśli naprawdę chcesz sobie odpowiedzieć na jakieś pytania, a
musisz w końcu od czegoś zacząć, to ewidentnie kierujesz się do najbliższego
urwiska - byleby dojść do odpowiedzi.
Chodzenie klifem jest o tyle niebezpieczne, że można na
kogoś wpaść. Na kogoś, kto powie Ci np. coś takiego:
Nie ma sensu tego
ukrywać, więc odpowiadam po prostu: jestem rzemieślnikiem. Oszlifowałem już
miliony takich jak Ty. Miliardy. Przemierzając świat od tundry i tajgi po
rozdzieloną od linijki Saharę. Pojawiam się wraz z poranną bryzą. Zachodzę ze
Słońcem za horyzontem. Przede mną noc w pół się kłania. Szlifuję miliardy
cząsteczek - treści, pozamykanych w człekokształtne formy. Kim jestem?
Pustelnikiem. Puszczam miraże uczuć, które rozpuszczają się w pustce - eterze.
Szukam wiary i nadziei, aby przegryźć ją ludzką szarańczą. Jestem pokojem,
którego na świecie nie zaznacie. Składam się z czterech ścian. Dlaczego nie z
sześciu? Ponieważ sufit i podłoga są względne. Ale czy pozostałe cztery ściany
mnie blokują? Na to pytanie odpowiedz sobie sam.
A po czymś takim człowiek już sam nie wie, gdzie dokładnie
szedł tym klifem.
niedziela, 19 kwietnia 2015
Półka z książkami
Leżące na półce
książki zazdrośnie obserwują to, co robię. Co więc robię?
Odkąd tylko wyjechałem z domu, moja ciasna biblioteczka pęka
w szwach: a to kupię w księgarni, a to na ulicy, w antykwariacie, itd. I
wszystkie one – te książki – stale potrzebują opieki. Chcą być przeczytane i
czytane. Więc kiedy rozmawiam ze sobą, to one – te książki – słyszą i, co
więcej, milczą.
Zastanawiałem się, o czym by tu dziś napisać i pomyślałem, że ostatnio ciężko mi pisać. Pisanie nie jest, jak powszechnie
wiadomo, czynnością trudną, ale ostatnio ciężko mi pisać i nic na to nie poradzę.
Starałem się wymyślić – i wymyśliłem – wiele rzeczy wartych
opisania. W myśl starego, zasłyszanego zdania: otwieram okno, a tu proza. I
faktycznie. Wiele rzeczy zasługuje na trochę liter – truizm. Kurwa, truizm.
Więc już chciałem zacząć pisać o jednym z, kurwa, truizmów.
Ale zorientowałem się, że ostatnio wszystko wydaje mi się strasznie obrzydliwe:
poszukiwanie czegokolwiek w Internecie czy telewizji, czy gdziekolwiek indziej, to jedna wielka walka ze
sobą; nawet za oknem źle.
Nie wiem dlaczego. Od pewnego czasu wciąż chce mi się na TO wszystko rzygać. A do tego: mówi się,
że zbyt szeroki horyzont, to również nic dobrego.
Co więc robię?
Patrzę na półkę z książkami –
żeby chociaż one miały dobrze. Cicho patrzę.
niedziela, 12 kwietnia 2015
Facet 5.
•
Facet prowadził jakiś swój interes. Szło mu ani źle,
ani dobrze. Poznał pewnego pięknego dnia dziewczynę, która była całkiem
przyjemna. Zaprosił ją na kawę. Zaprosił ją na wino, na film. W trakcie filmu,
musiał jednak wstać do płaczącego dziecka, które narobiło w pieluchę.
•
Przy oglądaniu innego filmu, do domu wróciła żona. Tym
razem to nie dziecko narobiło w pieluchę.
•
Dziewczyna musiała wtedy wysłuchać swoje. Mimo iż nie
uważała się za dziwkę, tak właśnie została nazwana. Tym jednym słowem, żona
przystojnego właściciela firmy, postanowiła zakończyć tę niechcianą znajomość.
•
Facet został opluty i nazwany kurwą. To słowo uderzyło
go. I mimo, że nigdy tego nie robił - uderzył swoją żonę. Dziewczyna wyszła z
domu.
•
Po kilku dniach interes – wraz z mężczyzną – wyleciał
za okno.
•
Najwyraźniej słowo jest trwalsze od życia.
poniedziałek, 30 marca 2015
Życie 4.
•
na siódmym piętrze byłem na przykład tylko raz. było tam
tylko jedno mieszkanie. w dodatku miało ściany z szyby.
•
mniej więcej w połowie drogi od windy do końca korytarza, za
szybą, stał manekin[1]. miejsce
to było słabo oświetlone, jak to zazwyczaj bywa pośrodku drogi od czegoś do
czegoś. manekin był mężczyzną albo kobietą. nie miał włosów ani nie był ubrany.
mógł być za to wolny, choć za szybą.
•
nie wiem, czy manekin miał jakiegoś współlokatora, kolegę, żonę czy męża. pośrodku drogi
zazwyczaj stoi się samemu. chyba nawet kiwnąłem mu głową na przywitanie, ale
nie odkiwał
•
w sumie nie byłem na niego zły. podszedłem bliżej do szyby. spojrzałem
mu prosto w oczy. nie miał oczu. spojrzałem na jego ciało – wyglądało na
twarde, smutne, niedostępne i białe. manekin nagle upadł i roztrzaskał się. jego
ciało rozsypało się po podłodze. dobrze, że stałem za szybą – nie dostałem
odłamkami.
•
była to chyba najprawdziwsza chwila życia, jaką widziałem.
niedziela, 22 marca 2015
Małżeństwo 3.
•
jakże dziwny był to wieżowiec. mieszkało w nim tylko jedno
normalne małżeństwo z małym dzieckiem. widziałem raz, jak małżonkowie leżeli w
łóżku ze swoją pociechą i do tego łóżka wlazła im całkiem niebrzydka
dziewczyna.
•
akurat stałem przy windzie. dziewczyna była nawet miła, więc
powiedziała mi dzień dobry. ale przecież to był wieczór. nie odpowiedziałem. nie
mogłem wybrać adekwatnej odpowiedzi.
•
dziewczyna zaczęła od łóżka. później wychodziła z
małżeństwem na spacery. po czasie sama
brała ich dziecko na dwór. a raz nawet wzięła na spacer sam wózek.
•
na koniec spakowała żonę i przygotowała jej kanapki na
drogę. długa musiała być to droga, bo i kanapek było sporo. miła ta dziewczyna.
niedziela, 15 marca 2015
Wewnątrz 2.
•
każde
pomieszczenie jest puste; wszystkie umeblowane, szare. podobno niedawno ktoś tu zrobił remont. podobno można odświeżyć pamięć, albo zamalować ją farbą.
echo klatki powtarza dwa razy pierdolony truizm: życie, życie.
•
wchodzenie
po schodach jako metafora... nie. wchodzenie po schodach, to tylko składnik
kolejnej głupiej historii. wjeżdżam windą. pani mówi, że czwarte piętro, a ja
już nic nie pamiętam. jadę do góry, a później w dół. ciekawe, co z tego wynika
i jaki wynik pani poda tym razem.
•
chodziłem
też pomiędzy piętrami, aż w końcu zgubiłem drogę. stanąłem przed grafomanią i
zapukałem. uciekłem. schowałem się za winklem, przy windzie. czekam.
•
w końcu
zrobiło się duszno i nie można na to nic poradzić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)